Płk w st. spocz Józef Jeż (04.11.1924 - 28.02.2008) urodził się w Sowlinach w rodzinie chłopskiej. W rodzinnym domu spędził dzieciństwo, uczęszczając do szkoły powszechnej w Limanowej. Następnie kontynuował naukę w technikum kolejowym w Nowym Sączu, gdzie zastał go wybuch drugiej wojny światowej. Jako niespełna szesnastoletni chłopiec rozpoczął przymusową pracę na kolei. W 1940 roku w wyniku dokonanego sabotażu - wysadzenia parowozu w warsztatach kolejowych przez grupę Polaków, zaczęły się aresztowania wśród robotników. Na liście podejrzanych osób znalazł się również Jeż, którego hitlerowcy wtrącili do krakowskiego więzienia na Montelupich. W toku śledztwa przeprowadzonego przez gestapo nie udowodniono chłopcu winy. Mimo to nie powrócił on już do rodzinnej miejscowości. Został wywieziony wraz z innymi na teren Austrii do obozu pracy. Tu w kopalni węgla w Fonhdorfie zaprzyjaźnił się z wieloma towarzyszami niedoli różnych narodowości. Wśród nich poznał również Jugosłowianina - Franciszka Mlećkę. Ten odważny człowiek, kochający nade wszystko wolność, od dłuższego czasu przygotowywał zbiorową ucieczkę z obozu pracy. Wkrótce też nadarzyła się okazja do spełnienia tajemniczych planów. W sobotę po zakończeniu pracy małymi grupkami po - ludzi zaczęli wychodzić poza bramę obozu. Na takie spacery zezwalali Niemcy, którzy niczego nie podejrzewali. W określonym miejscu zbiórki, poza miastem zaszyli się w lesie czekając nadejścia nocy. Dopiero wtedy przewodnik - Mlećko, poprowadził grupę 16 śmiałków dobrze znanymi mu szlakami w kierunku granicy. Przekroczyli ja szczęśliwie niezauważeni przez straż. Nad ranem byli już w Jugosławii w miejscowości Stęska. Stamtąd przekradli się w rejon Bośni, a następnie do miejscowości Trawnik na terenie Hercegowiny. W okolicy znajdował się partyzancki ośrodek szkoleniowy, którego szefem był legendarny Josip Broz Tito, do którego trafili i gdzie przebywali blisko osiem miesięcy ucząc się taktyki, maskowania, rozpoznania, sztuki saperskiej oraz posługiwania się różną bronią. Jednym z instruktorów był Zenon Stołdaj - starszy wiekiem mężczyzna biegle władający kilkoma obcymi językami, między innymi niemieckim, którego uczył również Jeża. Grupa dywersyjna "Grupa 22" miała zostać przerzucona do Austrii. Zanim to jednak nastąpiło grupa przeszła rodzaj partyzanckiej praktyki na terenie Jugosławii. Niedaleko Hercegowiny, w miejscowości Laskowa, znajdowało się duże więzienie, gdzie przebywało wielu Jugosłowian, których Niemcy zatrudniali w pobliskich zakładach krawieckich, gdzie szyto mundury dla Wermachtu. Niektórzy strażnicy torturowali więźniów, bili ich i znęcali się nad nimi. "Grupa 22" otrzymała zadanie zlikwidowania terrorystów i uwolnienia więźniów zatrudnionych w zakładzie. Zadanie zostało wykonane szybko i sprawnie. uwolniono 18 więźniów, którzy zasilili szeregi partyzanckie. W 1943 roku dywersyjna "Grupa 22" przedostała się na teren Austrii w okolice miasta Gratz. Szlakami komunikacyjnymi przebiegającymi przez Austrię szły w dzień i nocy transporty wojska i sprzętu bojowego na front. Partyzanci z grup dywersyjnych mieli pełne ręce roboty. Wysadzali pociągi, mosty kolejowe, uszkadzali linie wysokiego napicia i linie telefoniczne. Działali z zaskoczenia tam, gdzie ich się najmniej spodziewano. Górzyste tereny porośnięte lasami były ich największymi sprzymierzeńcami. Broń, amunicję, materiały wybuchowe oraz żywność i leki dostarczały partyzantom specjalne ekipy zaopatrzeniowe z terenu Jugosławii. Informacje o przejeżdżających transportach dostarczał im Albert Szulc - rodowity wiedeńczyk, który pracował na kolei w charakterze nastawniczego. Te akcje dywersyjne przynosiły Niemcom wiele strat, po których skierowali przeciw partyzantom uzbrojone po zęby i doskonale wyszkolone oddziały piechoty górskiej. Grupy dywersyjne nie były w stanie stoczyć otwartej walki z hitlerowcami. Poszczególne grupy zaczęły się łączyć w całość. Unikano otwartej walki, ale żelazny pierścień coraz bardziej zacieśniał się wokół partyzanckich grup. doszło wreszcie do walki, która trwała blisko 6 godzin. Okrążonym partyzantom zaczęły się kończyć zapasy amunicji. W beznadziejnej sytuacji podjęto ostatnią próbę przebicia się nocą przez pierścień wroga. Ale i ta próba zawiodła. Wydano wtedy rozkaz ukrycia broni osobistej i ratowania się na własną rękę. Józef Jeż wraz z kolegą Władkiem Stawienko, przebierali się lasem. Na jego skraju rozdzielili się. I wtedy właśnie Józef Jeż usłyszał okrzyk: "Hande Hoch". Było to 29 czerwca 1943 roku. Hitlerowcy przewieźli go do więzienia śledczego w Leoben w pobliże Wiednia. Tu spotkał kolegę Kazimierza Rywulskiego, którego kilka dni później zamordowali gestapowcy. Jeż został przetransportowany do obozu koncentracyjnego w Mauthausen i jako więzień otrzymał numer 41548. Tu przez dwa miesiące pracował w "komendzie śmieci". Z Mauthausen został przewieziony do obozy filii - Schwechat, gdzie pracował w miejscowych zakładach lotniczych. W czerwcu 1944 roku zostały one doszczętnie zbombardowane przez Amerykanów. Zginęło przy tym dużo więźniów. Jemu nie było widać pisane zginąć od alianckiej bomby w tym, jak podczas następnego nalotu na Floridsdorf. . Przerzucony do obozu koncentracyjnego Guzen II, gdzie został zatrudniony w podziemnej fabryce Messerschmita. W nocy 1 kwietnia 1945 roku rozpoczęła się strzelanina na terenie obozu. Hitlerowcy zamordowali ponad 800 więźniów. Pozostałych ewakuowano do obozu śmierci Mauthausen. Tu przebywał do 5 maja 1945 roku kiedy to obóz został oswobodzony przez "US - Army". Następnie został przewieziony do szpitala w Linzu gdzie przez cztery miesiące "dochodził do siebie", a następnie powrócił do kraju. Za udział w partyzantce Józef Jeż otrzymał pocztą dyplomatyczną z ambasady Jugosłowiańskiej piękny pamiątkowy, pokaźnych rozmiarów dyplom, oraz srebrny medal na którym wygrawerowano "SURT FASIZMU SWOBODA NARODU 1941 - 1945" a po drugiej stronie "JUGOSLAVIA". Po powrocie do Polski w dniu 20 listopada 1945 roku został powołany do odbycia zasadniczej służby wojskowej. Trafił do jednostki łączności Wojsk Lotniczych w Pruszkowie koło Warszawy. Początkowo pracował jako mechanik węzła łączności a następnie objął stanowisko szefa kompanii. Wrodzone predyspozycje dowódcze oraz przodownictwo w służbie i szkoleniu zdecydowało o skierowaniu go w 1951 roku na kurs oficerski. Po ukończeniu kursu otrzymał funkcję pomocnika dowódcy kompanii do spraw technicznych. Sumiennie wykonywał swoje obowiązki, szczególną troską otaczając powierzony mu sprzęt, ucząc rzetelnej pracy swoich podwładnych. Wkrótce został dowódcą kompanii a w rok później - dowódcą batalionu. W 1969 roku ukończył wyższy kurs doskonalenia oficerów w Akademii Lotniczej w ZSRR. W ostatnich latach kariery wojskowej był zastępcą dowódcy 6 Pomorskiego Pułku Łączności Wojsk Lotniczych do spraw Liniowych. Do rezerwy odszedł 12 października 1977 roku w stopniu podpułkownika. Józef Jeż wstąpił do Związku Byłych Żołnierzy Zawodowych w 1981 roku. Był Wiceprezesem zarządu koła w pierwszej kadencji oraz członkiem zarządu koła do 1992 roku. W latach 1992 - 1993 jako kierownik sekcji do współpracy z innymi organizacjami i młodzieżą szkolną oraz żołnierzami zasadniczej służby wojskowej, energicznie realizował społeczne zadanie. bardzo zdyscyplinowany i doświadczony członek związku. W trudnym okresie transformacji ustrojowej lat 1989 - 1991 był jednym z aktywnych dzięki którym koło nie rozpadło się. Za działalność na rzecz Związku awansowany w dniu 17 kwietnia 1985 roku na stopień pułkownika. Uchwałą zebrania koła z dnia 4 kwietnia 1996 roku wpisany do Honorowej Księgi Zasłużonych dla Koła. Za działalność związkową uhonorowany odznaką Za Zasługi dla Związku Byłych Żołnierzy Zawodowych i Oficerów Rezerwy Wojska Polskiego. Pułkownik Jeż był członkiem koła Związku Kombatantów RP i BWP w Śremie a od czasu powstania Światowego Związku Polskich Żołnierzy Łączności - członkiem tego związku. Do końca życia, mimo choroby - na ile mógł - aktywnie działał w szeregach wyżej wymienionych organizacji. Za wykazane męstwo oraz ofiarność licznych akcjach bojowych odznaczony został: Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Walecznych, Krzyżem Partyzanckim, Krzyżem Oświęcimskim, Złotym Krzyżem Zasługi oraz licznymi medalami resortowymi. Za działalność na rzecz regionu otrzymał odznakę Za Zasługi dla Województwa Poznańskiego. Zmarł w dniu 28 lutego 2008 roku. Pochowany na cmentarzu parafialnym w Śremie, przy ulicy Gen. Władysława Sikorskiego z pełnymi honorami i ceremoniałem wojskowym z udziałem kompanii honorowej 6 Batalionu Dowodzenia Sił Powietrznych i orkiestry reprezentacyjnej Sił Powietrznych. W imieniu członków koła przegnał go w wystąpieniu Prezes Koła płk w st. spocz. Ryszard Wróbel. Nabożeństwo żałobne celebrował i obrzędów religijnych dokonał proboszcz parafii wojskowej a zarazem kapelan jednostki ks. ppłk Krzysztof Górski.